Łysica 29.11.2018

Wcześniej, tego samego dnia, udało nam się zdobyć Lubomir. To teraz przyszedł czas na kolejny szczyt. Łysica. Nie mylić z Łysą Górą, chociaż nie wiadomo, co tam nocą przylatuje ;). Łysica, albo Góra Świętej Katarzyny, jest najwyższym wzniesieniem Gór Świętokrzyskich. Ma 614 m. n.p.m. i tym samym jest najniższa na liście Korony Gór Polski.

Aby rozpocząć wspinaczkę, musieliśmy najpierw dotrzeć do miejscowości Święta Katarzyna. Zaparkowaliśmy na parkingu na początku szlaku i ruszyliśmy przed siebie. Po kilku minutach po naszej lewej stronie zobaczyliśmy ładny, dość sporych rozmiarów klasztor. Podobno dawno temu na jego miejscu stała pogańska świątynia. I aby wyplenić obcych bogów, postanowiono ją zburzyć i postawić obecny klasztor, w którym mieszkają siostry bernardynki.

Po jakichś 200 metrach spokojnego marszu doszliśmy do drewnianej budki. Chyba dla biletowego, bo i cennik wisiał. Ale w środku nikogo. Obok duża tablica z paroma informacjami na temat góry. Nikt nas nie zatrzymywał, nie wymagał myta, więc ruszyliśmy dalej. Po chwili zauważyliśmy po lewej pomnik i tablicę pamiątkową. Okazało się, że postawiono ją Stefanowi Żeromskiemu. Wujek Google podpowiedział nam, że było to ważne miejsce dla tego pisarza i okoliczni mieszkańcy postanowili to uwiecznić. Istnieje nawet szlak jego imienia. Ciekawe, nie powiem. Ale zaraz zobaczyliśmy coś jeszcze lepszego.

Doszliśmy do niewielkiego oczka wodnego, otoczonego drewnianą balustradą. To tzw. źródełko św. Franciszka. Woda wewnątrz była przejrzysta, niczym w szklance. Ale niestety, jak to w turystyce bywa, ludzie muszą wrzucać do środka pieniążek. Na szczęście, na powrót w to miejsce, nie wiadomo. Ale coś czuję, że ta woda nie pozostanie długo czysta.

Parę kroków za oczkiem wodnym stała drewniana kapliczka, również nazwana imieniem św. Franciszka. Ładna, ciekawie zrobiona, dobrze zachowana. Zrobiliśmy parę zdjęć i poszliśmy dalej. Sama góra jest, podobnie jak Lubomir, cała zalesiona. Na ewentualne widoki mogliśmy liczyć dopiero na szczycie. A to też jest ciekawe. Łysica ma dwa szczyty, jeden obok drugiego. Z tego, co się dowiedzieliśmy, przez długi czas spierano się, który z nich jest tym najwyższym. Aż do 2018 r. miano to nosił wierzchołek zachodni, na którym obecnie stoi drewniany krzyż. Jednak po dokładnych pomiarach okazało się, że wyższy jest jednak szczyt wschodni. O niecałe dwa metry. Niby niewiele, ale jednak.

Zbocze Łysicy jest w dużej mierze otoczone przez tzw. gołoborza. Inaczej mówiąc, pokrywa je sporych rozmiarów rumowisko skalne. Czyli trzeba uważać, gdzie się stawia stopy, bo o skręcenie czy złamanie na takim podłożu nie trudno. A i same głazy są często bardzo ostre. Ale, jeśli mam być szczera, dla mnie wędrówka po takich kamieniach jest dość wygodne i nie męczy mnie jakoś bardzo. Droga pięła się łagodnie ku górze, więc nie była ani długa, ani specjalnie męcząca.

Niedługo potem dotarliśmy na szczyt. Tu już mieliśmy ładny widok na miasteczko i okoliczne tereny. Zrobiliśmy kilka zdjęć pod tabliczką z nazwą szczytu i ruszyliśmy na dół. Nie mogliśmy zbyt dużo czasu tam spędzić, gdyż to była już druga nasza wspinaczka tego dnia i było już dobrze po południu. A czekał nas jeszcze powrót do domu. Ale pozostała jeszcze jedna kwestia. Co z pieczątkami? Ani na szczycie, ani pod nim nie uświadczyliśmy żadnego schroniska. Niby czytaliśmy, że w takich wypadkach trzeba ich szukać w pobliskiej miejscowości. Ale gdzie?

Marcin szybko znalazł w internecie, że schronisko jest. I to niedaleko od naszego parkingu. Gdy już zeszliśmy na dół i trochę się rozejrzeliśmy, udało nam się natrafić na znak prowadzący do niego. Było blisko, tylko trochę ukryte. Duży, piękny budynek ponoć już od dawna służył jako schronisko i siedziba oddziału PTTK. Obecnie to również hotel. Chyba całkiem przyzwoity, sądząc po wnętrzu. Na recepcji znaleźliśmy pieczątki, podstemplowaliśmy i ruszyliśmy do samochodu.

I tak dobiegła końca nasza pierwsza wspólna wyprawa w góry. Będzie ich na pewno jeszcze dużo więcej. I tym samym rozpoczęliśmy naszą przygodę z Koroną Gór Polski. Jeszcze wiele szczytów i dróg przed nami i już nie możemy się doczekać na ich zdobycie. Widzimy się w kolejnym wpisie, bądź na jednej z wycieczek organizowanych przez Marcina. Chcecie odkryć piękne miejsca naszego kraju i nie tylko? Dołączcie do nas i zobaczcie, jaki świat potrafi być piękny! Wszystkie potrzebne informacje znajdziecie na stronie. Tymczasem się żegnamy. Do zobaczenia na szlaku!

Monika i Marcin